środa, 23 listopada 2016

Bawełniany gród (aka. stres środowiskowy)

To nie jest ziemia, co nam wszystkim obiecana
Chodź tu, gdzie stoję, wygląda dość w porządku
Jestem wszakże osobą, co zagląda z zewnątrz
Czekam aż ujrzę coś nowego
Może to być choć trochę coś starego
Kiedy wreszcie dostąpię piekła? To już czas
By wpuścić go – golas, grubas – nasz Cesarz!
Jedno jego dotknięcie w ołów wszystko zmieni
Bo w mej duszy nie ma już miejsca na szlachectwo
I myślę, że coraz to bardziej pierniczeje z wiekiem
Szukajcie chętnych
- Aby na pewno?
Szukajcie chętnych, by zdobyć strawę
Ciężko teraz o kolejną moją wyprawę
Kroczek za kroczkiem
Zmarszczka za zmarszczką
Odwracam się – wciąż sam
Z zewnątrz wydaje się, jakby
Nic Ciebie nigdy nie dotyczyło
Więc ogrzej mnie ciepłem
Opatrz odniesione rany
Bo w mej duszy wciąż tkwi
Oddana Ci bezbronna dziecina 
Rzut okiem na raj
Ona obok mnie
I jak tylko mi się zachce
To i na mnie
Chodzą słuchy o ziemi, co nam wszystkim obiecana
Że każdy pragnął ją całym swoim sercem posiąść
Teraz jak inni – dogorywam – w cieniu młodszych
Teraz rozumiem ucieczkę ku religii
I proszenie o pomoc psychiatrów
Bo w mej duszy nie ma już wiatru
Bo i ja też się w końcu zestarzałem

2 komentarze:

  1. Dużo zawijasów słownych, które zapewne mają w sobie sporo nawiązań i przesłanek. Takie filozoficzne chyba trochę.Tytuł jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  2. KRZYSZTOF HACZYŃSKI13 grudnia 2016 13:14

    Umarł król niech żyje król

    OdpowiedzUsuń