piątek, 21 października 2016

Raj utracony

Pierwsza mowa szatana do rodu ludzkiego
Zaczęła się najskromniej od słowa: dlaczego?
- Adam Mickiewicz
O, boże!
To będzie zdumiewająca noc!
Nagie kobiety
Tłoczą się na scenie
Przedstawią sztukę
Pełną dziwów i magii!

Vanitas

Lękam się czasu
I przerośniętych motyli
Przemijanie tak bardzo chce
Mnie pochwycić
Że zapomina, aby mnie uchwycić
Kiedyś myślałem
Że jestem nieśmiertelny
Nigdy nie drżałem
W lęku przed stłuczeniem
Choć często miałem wrażenie
Że popełniam
Coś bardzo złego
Lecz póżniej
W końcu dorosłem

Flagrante delicto

Śmierć:
Zakończenie funkcji życiowych organizmu
Podczas długich mroźnych zim
Milionów nieskończonych min
Przejrzałem przez zasłony iluzji
Życie i śmierć
To niekończące błądzenie
Po kościanym pudełeczku
W ciemnych korytarzach dusz
I wtenczas coś mnie olśniło
Zdecydowałem się odejść
Od wszelkich popiołów marzeń

czwartek, 20 października 2016

Chwilowa przerwa od życia

Czas ucieka i gubię się
Odpoczywam chwilę, lecz nigdy nie na dłużej
Głęboko w sobie wyczuwam niezaspokojoną potrzebę
Na coś, co umiliłoby mi te wszystkie przesiedziane dni
Chciałbym powrócić do czasów swojej świetności
Chciałbym ponownie czuć
I tak leci godzinka za godzinką gdy leżę sobie na wznak

Dziwka

Dziwka w krótkiej spódniczce, co cała wymalowana jest, jak każdy wie
Jest panią lekkich obyczajów, co o moralności nigdy nie słyszała
Lecz jej to nie obchodzi
Stanęła sobie na ulicy koło pola kukurydzy
Jej głowa nie była zaprzątnięta wieloma myślami
Jej wyzywające usta lśniły czerwienią
A jej kusa koszulka podwiewała czasem w rytm figlującego wokół wiatru
Klienci ochoczo biegali za nią do samochodu
Każdy w okolicy wiedział, że jak w potrzebie, to tylko do niej
Stanęła tak sobie na ulicy koło pola kukurydzy
Na jej twarzy momentami można było zauważyć lekki smutek
Co szybko znikał godząc się ponownie ze swym losem
“Życie jest takie jakie jest” – ona wiele nie myśli
Ona stanęła sobie na ulicy koło pola kukurydzy

Etykietka

Zrobiło się ciemno. Chyba wkrótce zacznie padać.
Powiedziałaś schodząc ze mnie.
Wiatr się zmaga, jakby epilog nastał.
Powiedziałaś podnosząc rzeczy.
Jest mi tak bardzo zimno, jakbyś już od dawna nie żył.
Mrugnęłaś do mnie.

Wegetacja indywiduów

Mam raka. Za długo już nie pożyje.
Trzymałem go zawsze w akwarium.
Miał najróżniejsze możliwe bajery.
Dałbym Ci go potrzymać, lecz on tego nie wytrzyma.

Tunrida

Pozwolisz mi szepnąć do uszka
Historie o pewnej kobiecie?

Psychoza

Nigdy nie obchodziło Cię, co może się z Tobą stać
Troszczyłem się o Ciebie ze wszystkich sił
Chodź to zapewne tylko z mojej strony
Pamiętaj, że nie musisz przeze mnie dłużej cierpieć
Co ja tam mogę w ogóle wiedzieć?
Zerkamy na siebie poprzez smużki kurzu
Myśląc nad tym, kogo by tu obwinić
Szukając wciąż latających krów

wtorek, 18 października 2016

Osioł ludyzmu

Dlaczego wychodząc ode mnie nic nie powiesz?
Nie obchodzi Cię co ja myślę?
Mówisz “żegnaj” nim pomyślę “witaj”
Nie wiem nawet, czy Cię lubię
Nie powinnam się tym przejmować
Znamy się przecież ledwie parę godzin
Wszystko było tak przeraźliwie głośne
Czy jeszcze kiedykolwiek do mnie wrócisz?
Chcę wiedzieć
Jak się czujesz?

Chów wsobny

Na zielonej powierzchni
Tej cnotliwej wierzchni
Świętowało sobie adamostwo
Kochane chrystianostwo
Śmiech, piwo i łzy
Przeciwników ascezy
Co są ledwo
Jak to samo bliźniactwo
Na jakże perfekcyjnym globie
Który cały tkwi w półżałobie

Stan czuwania

Jeżeli
Jeżeli byłbym krzyżem północy, kłamałbym
Jeżeli byłbym koniem, spłoszyłbym się
A jeżeli byłbym zły do szpiku kości
Zostawiłbym Cię już dawno za sobą

poniedziałek, 17 października 2016

Spowiedź autentyka

Dzisiaj ładna jesteś, nieprawdaż?
Czasami przeciwnie, bo wstręt
Powtarzasz znów w kółko to samo
Bo człowiek już taki z natury jest
By jedyny ze wszystkich tutaj zwierząt
Bredzić uwielbiać bez miar najbardziej
Nie nauczy się, by małpie podać dłoń
Pokus mu multum na tym świecie żądź
Jeżeli wierzyć przyszłoby mi w końcu
To jedynie w mych bliskich, bo oni są
Nie w duchy rzek, myśli bądź potoków
A krwi przelanej nigdy nie zapomnieć
I im kutasa w gniazda poogromnieć
Przed zmierzchem wyznań nie będzie
Bo mało kto rzuca takiego cienia
Na tysiąc lat wiary w niby co?
Świat to niekończący się bój
Sprzecznych w strukturze konfesji
Pierwszy przecie nie był jabłek sad
Ty debil, czy rozumny człek?
Tylko kamienie tu pozostaną

XXI wiek

Oto czasy wypełnione nienawiścią
Technologicznym zgiełkiem
Niemożnością płaczu – bo inny?
Czasy, w których władza przeciw nam
Występuje mydląc co parę lat oczy
I wznosząc ślepo modły ku górze
Gdzie tu zaszczyt i zobowiązanie?
Widzę tylko sił niszczące pokusy
A w równych rzędach zasiadającą
Armię klaunów wymienioną na nową

Prałatur bakszysz

Wśród krain przebytych setki razy
W kresie ogni żarliwie chcących
Wtargnęła niezgoda i złość
Odzew zewsząd magii obłędnej
Unaocznili swe ciernie nie do zatrzymania
Prędko cichaczem, bez wiadomostki
Okazał się przystęp stąd aż po ich rumor

piątek, 14 października 2016

Triskelion

Pejczyk, narzędzie do plag
Zawdy zdyscyplinuje Cię w potrzebie
Stale nad Tobą o spragniony
Tą uległość ciężko pojąć!

Władca Much

Nie zawierzaj się mu
Człekowi anarchizmu
Chłonie wzrokiem cię
Pożądając Twą dupcię
Gdy zamyka swe oczy
Po chwili białomoczy

Bellum

Jucha, nieskazitelna purpura
Zalewa koncepcją z poza Bałtyku
O bataliach na regionach ongiś uprawnych

środa, 5 października 2016

Tańcząc z księżyną

Możesz mi powiedzieć, dlaczego ich oszukujemy?
Zapytał biało-czarny
Bo inaczej, nie istnielibyśmy – odpowiedział z tronu starzec w złocie
- W imię jego, pstałterz zamieniłby w płatną uciechę

Idée fixe

Kobieta: Otworzyłam się za bardzo i oślepiłeś mnie sobą. Żerujesz teraz na mnie.
Mężczyzna: Znów złe dni?
K: Znów pokazujesz swoje zainteresowanie?
M: Najdroższa…

Dzieci pokoju

Człowieku, człowieku, kto Ci dał prawo do bawienia się w boga?
Podnoszenia ręki? Odbierania życia?
Próbowałem to zrozumieć, lecz nie zdołałem
Kiedy byłem mały, słyszałem krzyki, a potem drzwi do mojego pokoju otwierały się
Nie było czasu, by uciec

niedziela, 2 października 2016

Cud

To było tuż po zmroku
Podczas gdy pełnia rozjaśniała senną dolinę
Kiedy mały cień
Wyruszył na spotkanie
Ledwo widoczny w świetle księżyca
Szukał jej
Tej, która go powstrzyma
Choć na moment
Nie dla niego jednak słońce
Nie dla niego jednak zrozumienie
Nie dla niego jednak wolność
Nie dla niego jednak jutro

Szyderstwo

W gębie krzyk, w oczach błysk
Gdzie tu zysk?
Wspomnień zew dopomina się
Tamten dzień jakby wczoraj był

Wolnoamerykanka

Pamietają mnie wszyscy
Ubóstwiający mnie co noc
Wypowiadają me imię z należytą czcią
Błagając o lepsze jutro
Jeśli im mało, zrobią wszystko, aby mieć więcej
Zostaliście uprzedzeni, róbcie co chcecie